Recenzje

2015-01-24
Marilyn Manson - "A Pale Emperor"
"A Pale Emperor" to płyta, która przypadnie do gustu tym, którzy cenią dokonania Marilyn Manson z drugiej połowy lat 90. ubiegłego wieku.
Wykonawca: Marilyn Manson
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2015

Brian Warner aka Marilyn Manson ma na karku już 46 lat i wydawać by się mogło, że jego pazury nieco stępiały. To, co dwie dekady temu mogło w jego tekstach czy wizerunku artystycznym szokować bądź budzić kontrowersje, po osiągnięciu pewnego wieku zarówno przez artystę, jak i jego fanów mogłoby jedynie śmieszyć. Na szczęście Manson zdał sobie z tego sprawę i zamiast dalej przyjmować pozę sympatycznego skądinąd szaleńca, w pewnym momencie zrezygnował z terapii szokowej i skupił się na nagrywaniu płyt. Lepszych bądź nieco gorszych, ale nigdy nie schodzących poniżej pewnego, nieosiągalnego dla wielu artystów poziomu. 

Pomimo tego nie spodziewałem się, że Manson nagra jeszcze kiedyś płytę tak świeżą, różnorodną i pełną młodzieńczej energii jak "A Pale Emperor". Co prawda na ostatnich wydawnictwach tego zespołu było dużo mocnego grania, ale czegoś na nich brakowało i nie przekonywały one do siebie. Ten album brzmi, jakby powstał nie w 2014 roku, ale gdzieś w okolicach lat 1996-1998, a więc w czasach, gdy do sklepów trafiły dwa najwyżej oceniane krążki tego wykonawcy: "Antichrist Superstar" i "Mechanical Animals".

"A Pale Emperor" może nie jest najbardziej rockową i najostrzejszą płytą Marilyn Manson, ale na pewno jedną z najbardziej klimatycznych, a już na pewno bardzo równą pod względem poziomu kompozycji. Trudno tu się doszukać słabego punktu, a kilka kompozycji jest wprost znakomitych: marszowe "Cupid Carries A Gun"; kojarzące się twórczością Bauhaus, gotyckie "Birds Of Hell Awaiting" i utrzymane w podobnym klimacie, lecz nieco bardziej industrialne "Warship My Wreck; najostrzejsze na płycie "Deep Six" czy niemal pop-rockowe, bardzo melodyjne i zostające na długo w głowie "Third Day Of A Seven Day Binge". Stare, dobre, "industrialne" czasy przypomina nam "Slave Only Dreams To Be A King", a bardzo udanym zakończeniem płyty, takim "grande finale", jest ponad sześciominutowe, ocierające się o "industrial-bluesa" "Odds Of Even". 

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load