Recenzje

2015-01-29
The Charlatans - "Modern Nature"
The Charlatans po raz drugi w swej historii musieli zmierzyć się z tragedią we własnych szeregach. I po raz kolejny wyszli z tego zwycięsko.
Wykonawca: The Charlatans
Wytwórnia: Sonic Records
Rok wydania: 2015

19 lat temu w wypadku samochodowym zginął klawiszowiec The Charlatans Rob Collins. W ramach leczenia traumy i lizania ran po tej tragedii zespół wszedł do studia i nagrał wyśmienity album "Tellin' Stories". W ubiegłym roku, już podczas prac nad nowymi piosenkami, zły los znowu uderzył "Szarlatanów" pięścią w twarz i zabrał z ich szeregów perkusistę Jona Brookesa. Jak opowiadają muzycy, ich zmarły kolega przed śmiercią (zmarł na raka mózgu) cały czas wierzył w powstanie nowego wydawnictwa, które stało się w końcu hołdem dla niego.

Wpływ na brzmienie i klimat płyty miały też okoliczności "pogodowe". Otóż sesje nagraniowe rozpoczęły się w styczniu 2014 roku i muzycy The Charlatans tęsknili za latem. Aby zabić chandrę oraz zimową depresję, zapragnęli nagrać piosenki, które uczynią ich szczęśliwymi. I to im się znakomicie udało, dzięki czemu powstała płyta, która choć ma w tle chwilami nastrój nieuchwytnego smutku i nostalgii, to jednak jest bije z niej ciepło oraz optymizm. Jest takim dużym 'środkowym palcem' skierowanym w kierunku przeciwności losu.

"Modern Nature" nie zaskoczy fanów The Charlatans niczym nowym. To wciąż ci sami, starzy, dobrzy "Szarlatanie", co u szczytu popularności i formy w latach 90. ubiegłego stulecia. Mamy tu przede wszystkim poprockowe kompozycje, podlane miłym dla ucha tanecznym pulsem ("So Oh", "Let The Good Times Be Never Ending", "Come Home Baby", "Lot To Say"), ale nie mogło, jak to w zwyczaju u tego zespołu, zabraknąć nawiązań do lat 60. i 70. w postaci jednego ze znaków charakterystycznych The Charlatans czyli organów Hammonda. Posłuchajcie popisu klawiszowca w dyskotekowym "Let The Good Times...".

Jest też miejsce na odrobinę zamyślenia i nostalgii ("Talking In Tones", "In The Tall Grass) i mocniejsze, rockowe brzmienia ("Lean In"). Całość fajnie 'płynie' przez głowę słuchacza, co jest także zasługą ciepłego, nieco rozleniwionego śpiewu Tima Burgessa. Płyta, która jest znakomitym antidotum na zimowe smutki, ale i jednym z najlepszych albumów w całej dyskografii tego zespołu. 

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load