Recenzje

2015-03-22
Therapy? - "Disquiet"
Niezłomni Irlandczycy z Therapy? są rzadkim dowodem na to, że mimo wielu muzycznych mód nadal można tworzyć i nagrywać świetne płyty. „Disquiet” - czternasty krążek w ich dorobku dobitnie to potwierdza.
Wykonawca: Therapy?
Wytwórnia: Amazing Record Co.
Rok wydania: 2015

Help me/ I’m stuck/ You’re deep inside my skull zaczyna w otwierającym singlowym “Still Hurts” deklamować Andy Cairns. To poniekąd odpowiedź na utwór „Knives”, pochodzący z najbardziej znanej płyty grupy – „Troublegum”, (wydanej w 1994 roku – przyp. MM). Wokalista rozprawia się w nim z poglądem, że z wiekiem gniew mija, a zdobyta wiedza może go ukoić. Nic z tych rzeczy. „Still Hurts” jest na tyle mocnym wejściem, że nie ma mowy o wątpliwościach. Dalej jest równie kopiąco. „Tides” zainspirowany został dokonaniami Hüsker Dü oraz wieczornymi widokami wybrzeża w irlandzkim Dún Laoghaire, w którym niegdyś mieszkał wokalista (swoją drogą Samuel Beckett miewał podobne natchnienia w tym samym miejscu – przyp. MM). Zaś świetny melodyjny riff sam w sobie po prostu zachęca do pogowania. „Good News Is No News” z kolei przypomina nieco dokonania ery post grunge’u. Prawdopodobnie kilkanaście lat temu słuchano by tego w każdym amerykańskim akademiku. Zaś „Fall Behind” zawierający jeden z najcięższych riffów na krążku, brzmi dość garażowo. Słychać w nim echa dokonań Sonic Youth i ponownie Hüsker Dü. Na tym tle wyróżnia się natomiast „Helpless Still Lost”. Gęsty riff, mocna linia basu oraz śpiewane wspólne partie refrenu Cairnsa i basisty Michaela McKeegana brzmią znakomicie. Stare dobre Therapy? można by rzec.

W „Insecurity” panowie zaskakują łącząc jednocześnie rytmy w stylu Joy Division z sabbathowym riffowaniem. Efekt udany – numer jest zwarty i świetnie pędzi. „Vulgar Display Of Powder” tytułowo parafrazuje tytuł albumu Pantery, a muzycznie, mimo najcięższego riffu na płycie, kojarzy się raczej z dokonaniami... Linkin Park i P.O.D. z początku millenium. Tempo ponownie podkręca punkowy wręcz „Words Of Fail” Niewiele ponad dwie i pół minuty mówią same za siebie. Płytę kończy długi i mocarny „Deathstimate”. Tu ponownie kłania się twórczość Black Sabbath (ten riff), ale też utwór ma w sobie coś z odrealnienia... Portishead (ten rytm).

Życzyłbym sobie, by więcej zespołów przez tak długi okres działalności utrzymywało równie wysoki poziom artystyczny swoich dokonań. Therapy? są pod tym względem wzorem, a „Disquiet” spokojnie można postawić na półce obok „Troublegum”.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load