Recenzje

2015-06-01
The Darkness - "Last of Our Kind"
Bracia Hawkinsowie po licznych perturbacjach w składzie i nie tylko, powrócili z nowym, czwartym krążkiem swojej formacji.
Wykonawca: The Darkness
Wytwórnia: Kobalt Records
Rok wydania: 2015

„Last Of Our Kind” przynosi 10 kompozycji. Zaczyna się chaotycznym „Barbarianem” .Głos Justina Hawkinsa miota się w konwulsjach, psując surowy riff w tym utworze. Znacznie lepiej jest w „Open Fire”. To już The Darkness takie, jakie znamy najlepiej – mocne, tętniące energią i rock and rollem. O tym, że panowie nie zapomnieli, jak pisze się dobre utwory, świadczy kipiący energią, nieco indie rockowy, a przede wszystkim nośny numer tytułowy. A słowa: We are survivers/The one’s left behind/Defenders of the legacy/The last of our kind wydają się dość wymowne. “Roaring Waters” podtrzymuje temperaturę, pomimo paru zmian tempa utworu. Na tym tle pojawia się balladowy „Wheels Of The Machine”. Justin Hawkins ujawnia tu swoje różnorodne możliwości wokalne od delikatnego, nastrojowego śpiewu, po wysoki falset, przypominający nieco... Prince’a. Nieźle wypada „Mighty Wings” - z najmocniejszym riffem na płycie, sięgający aranżacyjnej tradycji Queen. Zaś w klimatach AC/DC ulokowany jest „Mudslide”. Zakończony ścianą dźwięku urywa się nagle, a tuż po nim wchodzi typowy „darknessowy” „Sarah O’ Sarah”. Triumf, rock and roll, energia. I tak już jest do końca. „Hammer & Tongs” to wymarzony utwór... na bis. Na koncertach porwie wszystkich. Spokojniejszy „Conquerors” wieńczy natomiast czwartego długogrające dzieło Brytyjczyków.

The Darkness wrócili w bardzo dobrej formie. Miejmy nadzieję, że na dłużej, a perkusista Rufus Taylor (syn Rogera Taylora z Queen – przyp. MM), który niedawno zasilił szeregi zespołu, pomoże utrzymać grupie ten kurs.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load